Kutaisi – czy warto w ogóle tam jechać?

0

Swoją przygodę z Gruzją rozpoczęłam i zakończyłam w Kutaisi.

Udałam się tam na ostatnie dwa i pół dnia pobytu w tym kraju z dworca marszrutek w Batumi. Nadmienić muszę, że znalezienie odpowiedniej marszrutki było bardzo łatwe, chyba najłatwiejsze jak dotąd. Miły pan kierowca posadził mnie koło siebie i, ku cichemu oburzeniu reszty pasażerów, pozwalał mi palić papierosy, ale tylko przez okno. Początkowo nie chciałam, ale tak mnie zachęcał, że dla świętego spokoju wręcz paliłam razem z nim. Podobna sytuacja miała miejsce w taksówce w Batumi, generalnie Gruzja jest aż zaskakująco tolerancyjna dla palaczy – zaskakująco dla mnie, przyzwyczajonej do wszechobecnych zakazów i ograniczeń, które rozumiem, ale które czasem wydają mi się bezzasadne lub za ostre. Ale to temat na inną dyskusję.

Wróćmy do Kutaisi.

Miasto to jest tak NIEWYOBRAŻALNIE NUDNE. Z góry zakładałam, że będzie dla mnie najmniej interesujące ze wszystkich, dlatego przeznaczyłam na nie tylko 2 i pół dnia. A wiecie ile powinnam przeznaczyć? Pół. Dokładnie tyle czasu zajęło mi zobaczenie centrum i jednej innej względnej atrakcji. Względnej dlatego, że nie do końca trafia w moje gusta, ale z braku laku nawet mi się podobało. Nie spodziewałam się, że powiem kiedykolwiek takie zdanie – monastyr był dla mnie największą atrakcją Kutaisi.

Byłam zachęcona jednym wpisem, którego dokładnie już nie pamiętam, ale przewinął się na którymś blogu, gdy planowałam podróż. Autor opisał Kutaisi jako niedoceniane. Pomyślałam, że może faktycznie tak jest, w końcu Gruzja jest pełna takich perełek. Niestety, w tym wypadku słusznie uznałam miasto za omijane. Gdyby nie fakt, że mój samolot stamtąd leciał, pewnie moja noga by tam nie stanęła.

 

 

Naprawdę, chciałabym być bardziej wyrozumiała w swojej opinii, ale jeśli zobaczyliście fontannę Kolhidy no to to już jest całe Kutaisi.

W dodatku mój hostel był położony daleko od centrum, więc większość swojego czasu spędziłam na tym zadupiu. Był za to dość blisko dworca autobusowego, co stanowiło plus, ale rozkład miasta sam w sobie jest średnio sprzyjający turystom.

Wynudziłam się tam niesamowicie. Poszłam na spacer na monastyr, który sam w sobie był całkiem ładny, widok z wzgórza również, ale nadal – to za mało jak dla mnie.

 

 

W sumie to tyle, co mam do powiedzenia o Kutaisi.

Generalnie Gruzja bardzo mi się podobała. Ale gdybym miała drugi raz zaplanować podróż, ominęłabym Kutaisi szerokim łukiem. Bardzo senne, nudne i bezbarwne miejsce.

Aż zastanawiam się, czemu robiłam osobny wpis – chyba tylko dlatego, że każdemu miastu, które widziałam poświęciłam jeden. W sumie to dobra forma protestu przeciw mdłości tego miasta. Jest tak nudne i pozbawione sensu, jak ten wpis. Jeśli chcesz przeczytać moją relację z innych miast, zajrzyj tu – Tbilisi, Batumi, Gori.

 

Uff, uporałam się z relacją z Gruzji, to teraz mogę spokojnie pójść dalej.