Książki, które wpłynęły na moje życie.

0

Każdy z nas ma takie dzieła kultury (książki, filmy, obrazy…), które w jakiś sposób towarzyszyły mu w życiu i wpłynęły na postrzeganie świata. Dzisiaj krótka lista książek, jakie wielokrotnie pochłonęłam, a przy tym zostawiły we mnie swój odcisk. Miałam przyjemność przeczytać sporo dobrych pozycji literackich, ale te trzy mają szczególne miejsce w moim sercu. Zapraszam!

1. „Harry Potter” – J.K. Rowling

książki

Niekwestionowany numer jeden (a w zasadzie siedem numerów jeden) całego mojego żywota. Druga część, którą przeczytałam jako pierwszą, trafiła w moje ręce przypadkiem. Był rok 2005, miałam sześć lat. Potrzebowałam czegoś do poczytania na wakacje, gdzieś wcześniej obiło mi się o uszy hasło „Harry Potter”, więc sobie wzięłam. Zanim doszłam do końca książki, wiedziałam już, że chcę przeczytać wszystkie pozostałe tomy. Nie minęło kilka miesięcy, a ja już uzupełniłam swoje braki o dostępne na tamten moment części i totalnie przepadłam w magicznym świecie.

Na premierę siódmej książki czekałam z niecierpliwością, a jednocześnie pewnym strachem – czy się nie zawiodę. A kiedy skończyłam czytać ostatnie zdanie, to popłakałam się, bo czułam, że żegnam przyjaciela.

Dlaczego seria przygód Harrego była tak ważną częścią mojego życia?

Wszystkie tomy czytałam wielokrotnie (chociaż ulubionym była i niezmiennie jest „Czara Ognia”!), a za każdym razem odkrywałam coś nowego, coś inaczej odbierałam. Śmiałam się, płakałam, złościłam, ekscytowałam. Całą sobą. Harry stał się moim idolem, ale przy tym też traktowałam go jak bliską mi osobę. Nieraz zarywałam noce (nawet jak musiałam rano wstać do szkoły), bo „przeczytam jeszcze jeden rozdział, jeszcze jeden…” Piękne dla mnie jest to, że czytałam te książki jako dziecko, nastolatka i teraz jako młoda dorosła, a zaczarowują mnie tak samo. Bardzo cieszę się, że mogłam dorastać z Harrym, Każdemu życzę takiej przygody, jaką ja miałam (i mam) podczas lektury.

2. „Nowe przygody Mikołajka” (tom 1 i 2) – Rene Goscinny, Jean Jaques Sempe

książki

Do świata Mikołajka też zajrzałam przypadkiem, ale od razu się nim zafascynowałam. Miałam jakieś osiem lat, gdy w ręce wpadły mi „Nowe Przygody Mikołajka”. Kiedy zobaczyłam opasłe, białe tomisko myślałam, że mam zajęcie na dobry miesiąc, a już po kilku dniach skończyłam czytać i byłam strasznie głodna kolejnych historyjek. Na szczęście niedługo później dostałam tom drugi. Miał on ostudzić mój apetyt, a tylko go rozbudził. Na przestrzeni lat wiele razy czytałam przygody Mikołajka i nigdy nie miałam dość.

Dlaczego tak bardzo przypadły mi do gustu historyjki o Mikołajku?

Przede wszystkim, jak większość jego fanów, urzekł mnie styl narracji, jakim są prowadzone. Jest to coś totalnie nie do podrobienia. Rysunki Sempe stanowią doskonałe uzupełnienie, zilustrowanie treści. Spodobało mi się też to, że mogłam trochę cofnąć się do czasów Mikołajka i zobaczyć, jak wyglądało wówczas dzieciństwo, życie we Francji. Niejednokrotnie podczas lektury zaśmiewałam się do łez. Podoba mi się też pewna satyra, drugie dno każdej opowieści, które sprawia, że książki pozornie dla dzieci zawierają też coś do przemyślenia dla tych nieco starszych. Punkt widzenia dziecka jest całkiem dobrą karykaturą, krzywym zwierciadłem dla świata dorosłych.

Ja sama czytałam te książki zarówno jako 10-latka, jak i 18-latka. Najpierw po to, by zgodzić się z Mikołajkiem, że dorośli są jacyś dziwni. Potem, żeby zaobserwować zmiany w swoim myśleniu, które wpasowują się w obśmiewane schematy uosabiane przez starszych bohaterów. Za każdym razem jednak szczerze się śmiałam i dobrze się bawiłam. Jestem zdania, że niezależnie od wieku warto sięgnąć po książki o Mikołajku. Jeśli zatem nie znacie jeszcze tego małego urwisa, to polecam wam to zmienić!

3. „Czas miłości” – Colleen McCullough

książki

Trochę wstyd mi na początku było, że jakieś romansidło dla pań w średnim wieku tak mnie poruszyło. Ale w końcu się z tym pogodziłam.

Pierwsze podejście do tej książki miałam jako sześciolatka, kiedy bardzo się nudziłam pod namiotem i zabrałam ją mamie. Wtedy jednak przeczytałam jakieś pięćdziesiąt stron, dalej nie wytrzymałam. Przeleżała w zapomnieniu kilka lat na półce (mama też jej nie skończyła), aż w końcu nadszedł dzień podejścia numer dwa. Znów bardzo się nudziłam, wręcz byłam tak zdesperowana, że chciałam czytać cokolwiek. Tym razem jednak miałam jedenaście lat. I sama nie wiem jak to się stało, ale przepadłam.

Od tamtej pory czytałam tę powieść dziesiątki, ba, setki razy. Nie żartuję! Potrafiłam nawet po przeczytaniu ostatniego zdania od razu przewrócić znów na pierwszą stronę, bo było mi przykro, że to już koniec. I nigdy mi się nie znudziła.

Co takiego kryje się za moją fascynacją?

Sama nie wiem, co dokładnie mnie urzekło. Chyba na początku spodobało mi się, że jest to książka historyczna z obszernymi opisami realiów XIX wieku. Potem doszły różne wątki, które były na tyle nieoczywiste, by utrzymywać wartkie tempo akcji. I zakończenie, które trafiło do mojej romantycznej duszy całą swoją mocą.

Od spotkania z tą książką zaczęła się moja fascynacja Australią, która trwa do dzisiaj, także jest to kolejny powód, by wciągnąć ją na listę. Ale według mnie wystarczy sam fakt, że potrafiłam czytać ją w kółko, w kółko, a za każdym razem przeżywać wszystko jeszcze mocniej.

Czy polecam? Ciężko powiedzieć. Jest to na pewno specyficzna pozycja, która trafi do niektórych, a inni spojrzą na nią pogardliwie lub wynudzą się na śmierć. Trzeba wyczuć klimat. Jeśli ktoś dobrze czuje się w takich powieściach, to jak najbardziej warto. Jednak jeśli podobne książki wywoływały u Ciebie negatywne emocje, to i tak namawiam Cię do zaryzykowania. Ja też nie jestem fanką typowych ckliwych romansideł, ale „Czas Miłości” wyłamuje się z pewnych schematów, naprawdę zaskakuje.

Dla mnie taka niewinna książeczka stała się motywem, który kształtował mnie, mój światopogląd i cele życiowe. Tak, też w to nie chciałam wierzyć. Ale jednak, w moim przypadku okazała się to perła.

Te trzy książki (serie) najsilniej na mnie wpłynęły.

Oczywiście mogłabym wymienić wiele pozycji literackich, które mnie skłoniły do refleksji i gdzieś zostały w środku na długo po przeczytaniu. Jednak te trzy są wyjątkowe. Towarzyszyły mi przez lata, zmieniały się razem ze mną, za każdym razem rozumiałam je na nowo. Można powiedzieć, że dorastałam pod ich wpływem. A najważniejsze jest to, że dziś wciąż są w moim życiu, nadal po nie sięgam i zawsze jest to dla mnie swoista przygoda.

Chciałabym, żebyście wy także podzielili się tytułami dzieł (niekoniecznie książek), które mają dla was szczególne znaczenie i opowiedzieli, dlaczego właśnie one. Może to być w formie wpisu (wtedy zarzućcie linkiem, chętnie zobaczę!) albo tutaj, w komentarzu.

Czekam na wasze zestawienia! Do następnego!