Wykłady Profesora Niczego – recenzja

0

Halo wyimaginowani czytelnicy!

Żyję!

Jeszcze z tą stronką nie skończyłam, spokojna głowa. Ja się tak łatwo nie poddaję, jak już się zawezmę.

Przyczyn mojej nieobecności dość długiej było kilka, ale najpoważniejszą były egzaminy, o których już wspomniałam gdzieś tam, chyba tu, ale o nich już szykuję osobny post, bo uważam, że to ważny i ciekawy temat, a relatywnie mało o nim informacji.

A w tym wpisie chciałabym zrecenzować książkę, która była moją niesamowitą pomocą w nauce do egzaminu z języka polskiego, czyli Wykłady Profesora Niczego, autorstwa znanego youtubera Miecia Mietczyńskiego, a właściwie Bartłomieja Szczęśniaka, chociaż bardziej znany jest jako Mieciu.


2

Muszę przyznać, że książka trafiła mi się w idealną porę. Mam nawet wrażenie, że trochę ją sobie „wykrakałam”. Narzekałam wszystkim dookoła, że brakuje mi dobrego streszczenia wszystkich epok literackich, a tu nagle Mieciu ogłasza, że właśnie wydał… streszczenie epok literackich, jakimi są właśnie Wykłady Profesora Niczego. Moja miłość do niego wzrosła tysiąckrotnie.

Miałam jednak w związku z tym spore oczekiwania co do książki.

Po pierwsze, wiadomo, streszczenie musi być spełniać swoją funkcję, zwłaszcza dla kogoś kto – tak jak ja – zamierza robić powtórkę przed egzaminem.

Po drugie, jako pasjonatka języka polskiego zapewne kupiłabym Wykłady Profesora Niczego nawet „ot tak”, dla przyjemności, także chciałam miło spędzić czas na tej lekturze.

Po trzecie, jak wspomniałam, Miecia uwielbiam, ale liczyłam się z tym, że jego papierowa wersja może mi do gustu nie przypaść. Zakładałam, że będzie bardzo dobra, przynajmniej tak dobra, jak jego filmiki. No ale wiecie jak to bywa – czasem zmiana formy nie wychodzi youtuberom na dobre.

Może najpierw parę słów ogólnych – jak nam się prezentują Wykłady Profesora Niczego?

Książka, jeśli dobrze widzę, liczy sobie jakieś 316 stron. Czy to mało, dużo? Chyba w sam raz, żeby streszczenie nadal pozostało streszczeniem. Choć jak dla mnie mogłaby być nawet dwa albo trzy razy dłuższa.

Projekt okładki widzicie na zdjęciu – moim zdaniem bardzo gustowny i fajnie wygląda na półce, co na plus.

W środku znajdziemy wstęp, omówienie wszystkich dziesięciu epok literackich i zakończenie. Każda epoka dzieli się na podrozdziały dotyczące najważniejszych terminów, postaci czy dzieł.

A jak moje oczekiwania co do lektury i jej treści zweryfikowała rzeczywistość?

Jeśli powiem, że byłam zadowolona w trakcie i po przeczytaniu, to jakbym nic nie powiedziała.

Byłam zachwycona. Byłam wniebowzięta. Byłam… spełniona, jakkolwiek to brzmi.

Wykłady Profesora Niczego okazały się jeszcze lepszą ucztą dla wszystkich moich zmysłów, niżbym sobie życzyła.

Styl Miecia, jaki możecie znać z jego filmików, jest tutaj dokładnie zachowany, co stanowi w tym przypadku zaletę. W mojej opinii jest on świetny w tłumaczeniu pewnych zagadnień czy opisywaniu treści lektur. Momentami nawet słyszałam jego głos w mojej głowie – jakby to on opowiadał mi po kolei „o co tu chodzi”. Słyszałam też charakterystyczne dla jego filmów wstawki, jak choćby „OCZYWIŚCIE”.  Z pewnością jest to znaczne ułatwienie dla osób, które z czytaniem są ogólnie na bakier. Tutaj po prostu „połyka się” stronę po stronie.

Książka jest przepełniona specyficznym dla Miecia humorem, nieraz uśmiechnęłam się, a nawet zaśmiałam podczas czytania. Jeśli jesteście fanami tego typu komizmu to czytając Wykłady Profesora Niczego będziecie usatysfakcjonowani.

Jeśli natomiast chodzi o wartość merytoryczną, to tutaj także Mieciu trzyma poziom. Zręcznie wybrał, skatalogował i opisał to, co z danej epoki najważniejsze. Poruszył także istotne zagadnienia, które w szkołach często są pomijane. Może nie jestem jakimś autorytetem w tej kwestii, bo filologii polskiej nie kończyłam, ale – jak wspomniałam – bardzo lubię język polski, sporą wiedzę mam, przynajmniej w opisywanym zakresie, a sama lektura miała być jedynie odświeżeniem w moim przypadku, także pozwolę sobie ją ocenić pod tym kątem.

Czy polecam Wykłady Profesora Niczego osobom, które przygotowują się do matury czy innego egzaminu z polskiego?

Jak najbardziej! Jestem chyba pierwszą osobą, która poszła na egzamin świeżo po lekturze książki – w końcu matury dopiero w maju. I mogę z całą mocą stwierdzić, że Wykłady Profesora Niczego są w ramach powtórki jak znalazł! Oczywiście, trzech (czy nawet dziewięciu) lat nauki to nie zastąpi, ale trzeba być bardzo naiwnym, żeby wymagać tego od streszczenia, jakim Wykłady Profesora Niczego przecież są. Natomiast jeśli ktoś chce mieć w jednym miejscu zebrane i opisane najważniejsze zagadnienia z każdej epoki, przy okazji mając wytłumaczone co nieco w przystępny sposób, to powinien sięgnąć właśnie po tę książkę.

Jednak polecam ją także osobom, które:

  • Język polski bardzo lubią i chcieliby przeczytać jakieś nowe, świeże wydanie o tej tematyce.
  • Odwrotnie – nie znoszą języka polskiego, mają odwieczną awersję i uważają, że znajomość epok literackich jest im zbędna lub jest to rodzaj czarnej magii. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy nauczyciele potrafią mocno do tego przedmiotu zniechęcić, ale Wykłady Profesora Niczego – moim zdaniem – wzbudzą w każdym choć trochę sympatii do niego (no, przynajmniej tolerancji), a poza tym pomogą sporo zrozumieć.
  • Fanom Mietczyńskiego, jego poczucia humoru i stylu, zachowany jest tutaj wzorowo, co już wspomniałam

1

Podsumujmy może…

Wykłady Profesora Niczego to pierwsza książka od dawna, którą czytałam z taką pasją i modliłam się, aby się nigdy nie skończyła. Kiedy jednak nadszedł moment przeczytania ostatniego zdania, to było mi autentycznie przykro.

Być może na moją miłość do tej pozycji wpływa fakt, że Mietczyński to jeden z moich ulubionych youtuberów, jeśli nie ulubiony. Obiektywnie jednak przyznaję, że jest to dobre streszczenie przed maturą lub innym egzaminem, a także po prostu fajna książka, którą czyta się lekko i przyjemnie.

Znając dotychczasowy dorobek pana Bartłomieja i jego postać spodziewałam się, że talent do pisania gościu ma. Chociaż – o czym napisałam – miałam z tyłu głowy to, że może być „mocny w gębie”, a z przelewaniem myśli na papier może być nieco gorzej. Mieciu mnie jednak nie zawiódł i podołał zadaniu wydania własnej książki. I to piekielnie dobrej książki.

Szczerze i bez przesady, Wykłady Profesora Niczego mnie totalnie oczarowały. Miałam naprawdę bardzo duże oczekiwania, które zostały nie dość, że zaspokojone, to jeszcze przebite – było jeszcze lepiej niż bym śmiała pomyśleć. Moja miłość do Miecia wzrastała z każdą stroną, a po przeczytaniu wzrosła chyba o milion procent. Rozbudził on jednak mój apetyt, także – nasycona już tym co prawda – czekam na więcej!

Daję tej książce mocne, autentyczne i nieprzekłamane

11/10

Polecam serdecznie!